Dziennik pokładowy [1]
R o z p ł a k a ł a m s i ę.
Tak napisałam w smsie do bliskiej osoby, jako wytłumaczenie przerwania rozmowy telefonicznej. Nie mogłam dalej rozmawiać, bo się r o z p ł a k a ł a m. Taki powód, bez wchodzenia w szczegóły. Przyjrzałam się temu słowu i wyczułam, że coś jest z nim nie tak. Czasem tak jest, to zjawisko ma swoją nazwę, że wpatrujesz się w słowo, rozkładasz na czynniki pierwsze, składasz, ale wtedy tobie przestaje się wszystko składać. Czytasz i nie rozumiesz. Słowo nie klei się z definicją. Logika poszła w las. Satiacja semantyczna - gdy zbyt długo mielisz słowo, na moment zatracasz jego znaczenie.
Ja swoje zmieliłam z łzami i powstała niezła breja. "Rozpłakałam" zaczęło funkcjonować jako "rozpłatałam" lub "rozpakowałam". Jeśli wziąć pod uwagę emocje, pasują jak ulał. Pozostanę przy rozpłataniu, bo brzmi ekstremalnie i tego mi brakuje. Ekstremalnego odcięcia się, wywalenia korków, awarii elektrowni, przepalenia styków, blackout. Ukrycia się w schowanku, jak mówi moja mama. I gdy już jedną nogą stoję w kontrolowanej nicości, odzywa się zdrowy rozsądek obojga imion - Dorosłość i Odpowiedzialność, brutalnie przeciągając mnie na swoją stronę. Nie wiem czy to osławiona "ciemna strona", ale ciągnie od niej chłodem. Upały zelżały, choć słońce oczekuje na kontratak.

Komentarze
Prześlij komentarz